Powróć do: Galeria Motyli

Andrzej Moskaluk

Andrzej Moskaluk

rzeźbiarz

Motyl, starszy brat Mechanipterixa

Szymon Gięty z fajerką, malarz Henseler nad Kłodawką, poeta Furman przy Jazz Clubie, Korsak na Górczynie, Jancarz na motocyklu, Pomnik Pionierów , plenerowe rzeźby, tablice na Starym Runku. Na każdym kroku spotkamy Moskaluka-Artystę. Czy wiecie jednak, że jest też… streetworkerem, pracującym z bezdomnymi. I sternikiem „Jaskółki”.

Już jako dziecko razem z dziadkiem odlewał pierwsze cynowe figurki, żołnierzyki i rycerzyki ze zużytych metalowych tubek po paście do zębów. Ciągle coś budował, składał i rysował. Przez rok po maturze pracował w pracowni plastycznej Teatru Osterwy, a potem poszedł na studia na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Jego mistrzyni, prof. Hanna Brzuszkiewicz mawiała, że rzeźba to 90 procent ciężkiej pracy fizycznej i 10 procent talentu. Coś w tym jest. Z umiejętności teoretycznych przydaje się historia sztuki, ale też chemia, fizyka, geometria. Z praktycznych - umiejętność spawania, odlewania metali, posługiwania się piłą motorową, szlifierką kątową czy dłutem i podbijakiem – mówił w rozmowie z Karoliną Machnicką w Gorzowskich Wiadomościach Samorządowych. Podczas jednego z rzadkich spotkań z publicznością wyznał, że jest fizyczny, że opanował spawanie, ślusarstwo, ale słabo mu idzie tokarka.

Andrzej Moskaluk takie sobie bowiem wybrał tworzywo i środek ekspresji. Najchętniej tworzy w metalu, a także w drewnie i kamieniu łącząc techniki, formy i materiały.

Kilka lat temu zainteresował się odpadami, zużytymi przedmiotami codziennego użytku, a szczególnie częściami samochodowymi jako tworzywem rzeźbiarskim.

Wiecie co można zrobić ze 167 elementów: różnych sworzni, wahaczy, amortyzatorów, pompy olejowej, siłowników, sprzęgieł, półosi z przegubem i lamp? Kolega, mechanik samochodowy (z którym zresztą kilka lat później zbuduje rzeczny stateczek) dał mu do dyspozycji stertę zużytych części i propozycję: zrób coś z tym. Powstał wtedy niezwykły „TransForMen”, mechaniczny człowiek, który porusza się, zgina rece, oświetla drogę lampami LED. Do towarzystwa pojawiły się jeszcze w tym cyklu Mechanipterix i Mechanimal.

Wcześniej Moskaluk dał się poznać, jako twórca rzeźb przywodzących na myśl wojnę, militaria, metafor śmierci, fascynujących i przerażających zarazem. Potem, w nowej odsłonie, pokazał świat niby-zwierząt, jakichś prehistorycznych stworów, jakby wyjętych z opowieści fantasy, mobilnych stworzeń powstałych z drewna, metalu, gliny. Pamiętamy też jego mobilną rzeźbę, która pływała przy nadwarciańskim bulwarze.

Ostatnio inspiracją dla artysty są także plastik i wszelkie odpady. „Zabrzmi to dziwnie, ale jest coś fascynującego w śmieciach; w przedmiotach porzuconych i niepotrzebnych. Nie chodzi tylko o to, że na swój sposób opowiadają one o ludziach, którzy ich używali. Śmieci stały się – jak skóra węża po wylince – swoistym reprezentantem świata naznaczonego tymczasowością. A najróżniejszego rodzaju opakowania stały się reprezentantem przedmiotów, które się w nich kryły” - wyjaśnia artysta. Jego trashartowe rzeźby znajdują się w kolekcji firmy Inneko oraz na Polu Golfowym „Zawarcie”.

Sam przyznaje jednak, że największą inspiracją zawsze byli dla niego ludzie. Zwłaszcza odrzuceni, niezrozumiani, marginalizowani.

W latach 90. był arteterapeutą w Ośrodku Rehabilitacyjno–Wychowawczym, a potem instruktorem arteterapii na Warsztatach Terapii Zajęciowej w Chwalęcicach. Dziś jest też profesjonalnym streetworkerem. Od lat więc pracuje z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie, w kryzysie bezdomności, cierpiącymi na chorobę alkoholową czy ze spektrum autyzmu. Zmiana perspektywy, towarzyszenie osobom nienormatywnym uzmysławia, że nic nie jest takie, jak się wydaje. Gorzowianie mogli się o tym przekonać podczas paru edycji wystawy prac osób z niepełnosprawnością intelektualną „Świat emocji w sztuce”, których byłem kuratorem w latach 90. - mówił w wywiadzie.

Od ponad 20 lat Andrzej Moskaluk mieszka w podgorzowskim Deszcznie, gdzie również tworzy w swojej pracowni. Coraz częściej z tego spokojnego odludzia pod lasem wypływa na szerokie wody… „Jaskółką”, stylizowaną, płaskodenną barką, a raczej małym stateczkiem. Przez kilka lat budował go od podstaw razem z dwoma kolegami w jakiejś szopie w Borku. A teraz „Jaskółka” ożywia nadwarciański pejzaż.

Statuetka Motyla to symbol prawdziwej pasji i oddania sztuce. Zdecydowanie twórcy „Motyli” pięknych pasji nie brakuje.

tekst: Dariusz Barański, 2024 r.

fot. archiwum Krystyna Kamińska 

DO GÓRY
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Ok
Twoja przeglądarka blokuje powiadomienia. Kliknij Bezpieczna (Secure) i kliknij Zezwalaj
Dziękujemy, teraz zawsze będziesz na bieżąco!
Przeglądasz tę stronę w trybie offline.
Przeglądasz tę stronę w trybie online.