Od "Szklanej kolekcji" do "Pchły Szachrajki"

Dziewczyna z Mazur, grała w Supraślu w legendarnym teatrze „Wierszalin”, skąd przyjechała do Gorzowa. Od 2004 roku występuje na deskach Teatru im. Juliusza Osterwy. Karolina Miłkowska-Prorok, opowiada nam o swoich najważniejszych rolach. I podkreśla: Trzeba robić to co się robi najlepiej, a ja uwielbiam grać, uwielbiam występować…

Niedawno na deskach gorzowskiego teatru odbyła się premiera „Pchły Szachrajki” w reżyserii Cezarego Żołyńskiego. Tytułową rolę w przedstawieniu, które skradło serca nie tylko młodszych, ale także dorosłych widzów zagrała właśnie Karolina Miłkowska-Prorok.  – To jest tak kolorowe, tak radosne przedstawienie, wszyscy mamy w sobie dziecko i dlatego nam się to tak świetnie gra – podkreśla Karolina. – To była też ciężka praca. Chciałam stworzyć taką rolę, która nie będzie podobna do roli ochmistrzyni w „Pięknej i bestii”, gdzie moje ciało było bardzo ruchliwe. Szachrajka jest damą. Ma oczywiście swoje szachrajstwa kiedy puszczają jej emocje, ale ogólnie trzyma prosto kręgosłup, jak w balecie – dodaje Karolina.

Czy teatr dla dzieci i młodzieży różni się od sztuki dla dorosłych, a przed najmłodszymi gra się trudniej? Karolina twierdzi, że i tak i nie, ale podkreśla, że dzieci są bezpośrednie i prawdziwe, nie można ich oszukać. Jak się dziecku coś nie podoba, od razu to komunikuje. – Niezależnie czy gram dla dzieci, czy dla dorosłych, staram się na 1000% zawsze. Wchodzę całą sobą w postać którą gram – dodaje aktorka. I zaznacza, że nigdy nie ma dwóch takich samych spektakli.

Początki kariery

Predyspozycje aktorskie miała od zawsze. – Brałam udział w konkursach recytatorskich, aczkolwiek nie zdobywałam pierwszych nagród, zawsze byłam gdzieś trochę poniżej. Później w liceum mieliśmy teatr. I chyba dzięki mojej nauczycielce języka polskiego poszłam w tym kierunku. Czułam, że to jest moja właściwa droga – powiedziała Karolina.  Kiedyś chciała nawet zostać baletnicą. – Pojechałam na egzaminy do szkoły baletowej w Teatrze Wielkim w Warszawie. Miałam bardzo dobre poczucie rytmu, ale niestety nie tę budowę – wspomina.

Jak przyznaje, zanim trafiła do Gorzowa, nie wiedziała nawet, gdzie leży to miasto. –  Po dyplomie byłam przez rok w teatrze „Wierszalin”. Wówczas bycie u Tomaszuka w Supraślu, w „Wierszalinie” to była wielka nobilitacja. To jednak nie była moja bajka – przyznaje. Kiedy dowiedziała się, że w Gorzowie dyrektor teatru szuka aktorów, zadzwoniła. – Dostałam oczywiście piękne referencje i zostałam zaproszona na rozmowę. Wzięłam mapę i nie mogłam na niej znaleźć Gorzowa. Moja mama zapytała tylko: dziecko. czy ty musisz wyjeżdżać tak daleko? – wspomina. – Ja się tutaj tłukłam pociągami, ze sławetną przesiadką w Krzyżu. Dyrektor teatru zaprosił  mnie do zespołu i tak zostałam. Lubię Gorzów – podkreśla Karolina.

Dziś  mieszka na wsi, w Łośnie, jest blisko z naturą, bo – jak mówi – wtedy odpoczywa. – Nigdy nie miałam ciągot, żeby stąd wyjechać, zagrać gdzieś indziej wielkie role. Mam za to inne rzeczy, które mi sprawiają satysfakcję – podkreśla.

Gorzowski debiut

Debiutowała w Gorzowie w 2004 roku rolą w „Szklanej kolekcji” w reżyserii Magdaleny Łazarkiewicz. Debiuty zazwyczaj zapadają w pamięć, ale ten był szczególny. – Przed wejściem na scenę zwykle przygotowuję się fizycznie do roli. Ponieważ zakładałam na nogę szynę, podskoczyłam, aby to sobie ułatwić i złamałam piątą kość śródstopia z przesunięciem – wspomina aktorka. Mimo tego zdarzenia, była tak zdeterminowana, że zagrała dwa spektakle, nim zeszła ze sceny.

Na scenie Teatru im. Juliusza Osterwy występuje nieprzerwanie do dziś. Ma za sobą wiele różnych ról. Za najważniejszą uważa tę w „Trzy razy Piaf” w reżyserii Artura Barcisia. – Ta rola bardzo mnie otworzyła i rozwinęła jako aktorkę. My kochamy ten spektakl i nienawidzimy go jednocześnie, bo on nas wiele kosztuje. Może się wydawać, że jak 250 razy śpiewałyśmy to samo, to jest łatwiej. Nieprawda. Za każdym razem jesteś sama na scenie, za każdym razem nie możesz się pomylić, za każdym razem inaczej się czujesz – podkreśla Karolina. Jak przyznaje, mimo tylu lat i różnych ról, za każdym razem odczuwa tremę przed wyjściem na scenę.

Kocha Kamishibai

Teatr Kamishibai to japońska forma opowieści. Teatr obrazkowy, wykorzystujący ilustracje i kartonową lub drewnianą skrzynkę, która zastępuje okno teatralne. – To jest mój ukochany teatr, który zawdzięczam Uli Bardon, założycielce cudownego przedszkola „Świetliki” i „Kle Kle”, promotorce edukacji wszelakiej i takiego podejścia do dziecka, które jest mi bliskie – podkreśla Karolina. Teatr Kamishibai to moje odkrycie – dodaje. – Dzieci patrzą na symboliczne obrazki, które w tym oknie się zmieniają, jest historia, z tyłu jest napisany tekst, aczkolwiek jak już jakieś kilkadziesiąt razy się opowiada te historie to zna się ten tekst na pamięć. Takie przedstawienie uruchamia wyobraźnię, pozytywnie wpływa na dzieci – opowiada.

Edukacja teatralna

Edukacja teatralna i warsztaty dla dzieci to kolejna pasja Karoliny, która chętnie dzieli się swoim scenicznym doświadczeniem. – Uwielbiam pracować z dziećmi, bardzo łatwo dostosowuję się do grupy. Sama też dużo czerpię z tych zajęć. Dzieciom ta praca także sprawia ogromną frajdę i dlatego tak to lubię. Dzieciaki są w tym prawdziwe – powiedziała aktorka.

Ciągle się uczę, jeżdżę na różne szkolenia i cały czas się rozwijam – dodaje Karolina.  Przez długi czas była logopedą, na uczelniach wyższych prowadziła także zajęcia z emisji głosu. Organizuje integracyjne szkolenia nauczycieli z edukacji dzieci. Nagrała płytę z piosenkami o emocjach, do której teksty napisała Iwona Kusiak, a muzykę Paweł Paluch.

Lubię grać monodramy

Pierwszy był „Nadbagaż” napisany przez Iwonę Kusiak. Monodram o nostalgicznym powrocie do kraju lat dziecięcych i zderzeniu z dzisiejszą polską rzeczywistością. Dziewczyny pojechały z tym spektaklem za ocean, aby pokazać go amerykańskiej Polonii. – To są zazwyczaj takie historie, które robimy z jakiegoś powodu. „Nadbagaż” powstał, bo jechałyśmy do Nowego Jorku. Ten monodram był już w wielu miejscach na świecie: w Berlinie, w Albanii, w Łodzi, w Toruniu, w Stanach Zjednoczonych, w Bostonie, w Pensylwanii. To jest spektakl dla ludzi, którzy dawno nie byli w Polsce, żyją na emigracji, ale także dla tych, którzy tutaj zostali. Opowiada o Polsce w przewrotny sposób – mówi Karolina.

Kolejny monodram, „Baszert. Dziewczyna z Nowolipek", powstał w związku z 80. rocznicą powstania w getcie warszawskim. Karolina wciela się w dwie postaci: Olę i Idę, które połączył adres na warszawskich Nowolipkach, gdzie w 1942 roku zakopano dokumenty Podziemnego Archiwum Getta Warszawy, tzw. Archiwum Ringelbluma. Jesienią ten spektakl  będzie promował kulturę polską za granicą. –  Archiwum Ringelbluma, pamięć o tym co się zdarzyło w  powstaniu w getcie warszawskim, to zabytek światowego dziedzictwa, o którym ja sama też nic wcześniej nie wiedziałam. Iwona Kusiak opisała to pięknie, stworzyła wspaniałą historię – mówi Karolina. Spektakl "Baszert. Dziewczyna z Nowolipek" jako jeden z 34 projektów otrzymał dofinansowanie z programu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Promocja kultury polskiej za granicą”, dzięki temu monodram  będzie wystawiony w Stanach Zjednoczonych i Meksyku.

Zapytana o plany na przyszłość, Karolina odpowiada, że na razie nic nie planuje. Odhacza rzeczy, które ma do wykonania, bo projektów jest tak wiele.  – Myślę, że jestem dobrze zorganizowana, im więcej mam na głowie, tym lepiej się odnajduję. Jestem wielozadaniowa, ciągle chcę więcej.  Mam wrażenie, że wszystko mi ucieka, a ja staram się nie poprzestawać na tym co umiem, lubię się rozwijać i poznawać nowe. Jestem wulkanem energii i mam poczucie, że dopiero się rozkręcam – dodaje Karolina.

Karolina Machnicka

powrót
DO GÓRY
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Ok
Twoja przeglądarka blokuje powiadomienia. Kliknij Bezpieczna (Secure) i kliknij Zezwalaj
Dziękujemy, teraz zawsze będziesz na bieżąco!
Przeglądasz tę stronę w trybie offline.
Przeglądasz tę stronę w trybie online.