Pierwsze umiejętności w breakingu zdobywał na skrawku linoleum, rozłożonym na chodniku. Dziś Bartosz Bandura swą aktywność twórczą rozwija w wielu dziedzinach. Tańczy, jest aktorem, performerem, reżyserem, a także autorem ruchu scenicznego i choreografii. Uwielbia podróżować. O swoich wyprawach opowiada na youtubowym kanale, zabierając widzów w miejsca, które sam odwiedził.Wielokrotnie wyróżniany i nagradzany zarówno za role, jak i umiejętności taneczne.
Więcej tańca, czy więcej aktorstwa jest w życiu Bartosza Bandury?
Nigdy nie rozdzielałem tego na aktorstwo dramatyczne lub na taniec. Narzędziem pracy aktora jest ciało. Dla mnie to jest po prostu działanie, ruch i staram się tego nie kategoryzować.
Czym jest dla Ciebie taniec?
Taniec czy w ogóle ruch to dla mnie pole eksploracji, w którym mogę poznać samego siebie, rozwijać motorykę swojego ciała. Jest to dla mnie na pewno forma rozwoju od strony fizycznej. Jeżeli chodzi o taką psychologiczną czy emocjonalną część życia to taniec jest dla mnie terapią, przestrzenią, w której mogę otrzepać się z brudów codziennego życia i pozwolić sobie na emocjonalną ulgę.
Jak to się stało, że zacząłeś tańczyć?
Drezdenko, z którego pochodzę, to mała miejscowość. Zobaczyłem kiedyś chłopaków tańczących na ulicy. Dużo nie potrzebowałem, żeby chwycić to, co zobaczyłem. Tata zakupił mi pierwszy skrawek linoleum, który mogłem rozwinąć na chodniku. Wówczas nie było internetu, były tylko kasety VHS, które gdzieś krążyły po znajomych. Metodą prób i błędów powtarzałem to, co widziałem. W bardzo prozaiczny, prosty sposób zacząłem tańczyć. Później zapoznałem się z chłopakami i w taki sposób stworzyliśmy pierwszą grupę. Cały czas rodzice, przyjaciele zachęcali mnie do tego, żeby się dalej w tym kierunku rozwijać.
Którą z granych przez siebie dotychczas ról lubisz najbardziej? Czy jest taka, z którą bardziej się utożsamiałeś?
Na pierwszą myśl przychodzą mi dwie takie role.Pierwsza to spektakl „Ony” autorstwa Marty Guśniowskiej, w którym miałem okazję wystąpić w roli postaci tytułowej. To opowieść o młodym chłopcu, który wyrusza w podróż w poszukiwaniu swojego taty i po drodze napotyka różne osoby, przedmioty, które mu doradzają w życiu. Droga, którą przebywa jest drogą dojrzewania. Ostatecznie udaje mu się odnaleźć ojca, wzbogacając się jednocześnie o doświadczenia, zrozumienie tego świata czy zrozumienie tego, kim aktualnie jest jego ojciec i co zrobił. To powoduje, że główny bohater zupełnie inaczej postrzega świat. Tym spektaklem udało nam się dostać do finału Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej oraz do programu Instytutu Teatralnego „Teatr Polska” i objechać z tym spektaklem Polskę, a także wystąpić na kilku festiwalach, zdobyć kilka nagród. To był spektakl, który naprawdę gdzieś głęboko się we mnie osadził.
Drugim takim spektaklem jest monodram, który sam opracowałem i który gram już od kilku lat. Jest to spektakl opracowany w oparciu o dziennik Edwarda Stachury pt. „Pogodzić się ze światem”. Edward Stachura pod koniec swojego krótkiego życia miał przeróżne refleksje dotyczące życia, śmierci i tego, co jest pomiędzy. Gdy powracam za każdym razem do tego przedstawienia, w mojej głowie pojawia się coraz więcej pytań, co oznacza, że jest jeszcze dużo do przerobienia, jeżeli chodzi o ten tekst.
Czy jest jakaś rola, którą trudniej było zagrać?
Dla mnie każda postać jest ogromnym wyzwaniem i kiedy pojawia się jakiś wyższy stopień do pokonania, zwracam się do reżysera, który zawsze wskaże mi drogę. Ostatecznie na tyle ufam realizatorom we współpracy, że pomagają mi pokonać każdą trudność, więc te trudności odchodzą w niepamięć.
Ile prób musi mieć aktor nim wystąpi przed widownią?
To jest złożony problem z tego względu, że zależy, jaka to jest forma spektaklu. Jeżeli jest to naprawdę rozbudowana forma i gra się więcej niż jedną postać, występuje cały zespół to cała ta machina wymaga jednak większej liczby prób. A jeżeli to jest mniejsza forma, w mniejszej obsadzie i możemy się skupić na sobie w mniejszym gronie, to wtedy nie trzeba bardzo dużo próbować. Często jest tak, że pracujemy miesiąc, zdarza się tak, że pracujemy dwa miesiące, a zdarzało się tak, że w trzy tygodnie zamykaliśmy spektakl.
A jak wygląda przygotowywanie się do roli?
Każdy ma na pewno swój sposób na przygotowanie się do roli i to jest zależne od tego, w jaki sposób został wykształcony w szkole teatralnej. Jest kilka metod na pracę nad rolą, oprócz takich technicznych spraw, jak nauka tekstu, jak zrozumienie całego dramatu, czy całej sztuki. Warto jeszcze spojrzeć na swoją postać od drugiej strony. To, co wszyscy inni bohaterowie tej sztuki mówią o tobie w tej sztuce bardzo szybko może pomóc przy kreowaniu postaci. Stąd sama nazwa „próby”. Na scenie metodą prób i błędów dochodzi się do ostatecznej formy postaci, a ja bardzo często lubię kreować swoją postać w oparciu o jakiś charakterystyczny ruch, o poruszanie się na scenie, o posiadanie pamięci ciała dla danej postaci, bo to zawsze ją uwypukla.
Czy Bartosz Bandura czuje czasem tremę?
Ja generalnie czuję ekscytację. Zawsze, jeżeli czuję w środku jakiś „kocioł”, to staram się go zamienić bardziej na wyzwanie niż traktować to jako problem. Jeżeli idę w stronę wyzwania, to czuję ekscytację, którą gdzieś tam kumuluję w formie energii i przekierowuję bezpośrednio już na działanie na scenie. Tremę miałem, gdy brałem ślub (śmiech).
Skąd pomysł na swój kanał na Youtube?
Pomysł był spowodowany przede wszystkim tym, że trzeba było zostać w domu. Bardzo kocham podróże, mam ich za sobą wiele. Kiedy nas zamknięto wiedziałem już, że nigdzie nie pojadę, więc postarałem się o to, aby podróżować na mniejszą skalę i przypomnieć podróże, które już odbyłem. Mam bardzo szerokie archiwum, bo zbieram dużo fotograficznych lub filmowych pamiątek z podróży. Pomyślałem, że podzielę się swoimi przeżyciami, zrobiłem pierwszy film. Okazało się, że ma dużo odbiorców, więc uznałem, że warto to kontynuować.
Czym się inspirujesz, jeśli chodzi o muzykę, taniec, aktorstwo? Kogo najbardziej podziwiasz?
Dla mnie największą inspiracją jest świat i człowiek, więc uwielbiam wyjść na zewnątrz i poobserwować, bo zawsze bardzo dużo się dzieje, a my w ogóle tego nie dostrzegamy. Idziemy prosto, a wystarczy się zatrzymać, raz obrócić i zobaczy się już zupełnie inną perspektywę. Więc od zawsze to otoczenie jest dla mnie największą inspiracją. A jeżeli chodzi o ludzi, którzy są dla mnie najważniejsi, to przede wszystkim rodzina, przyjaciele i żona. To są osoby, które są dla mnie obiektywne, krytykują mnie w wartościowy sposób i wiem, że słowo od nich dane, jest czymś co mnie wzbogaci, stąd oni stanowią bardzo ważny trzon takiej inspiracji dla mnie.
Jakie projekty artystyczne przed Tobą?
Aktualnie skończyliśmy pracę wraz z moimi przyjaciółmi w Luksemburgu, w Europejskim Centrum Choreografii. Tam przez dwa tygodnie pracowaliśmy w charakterze rezydencji artystycznej. Stworzyliśmy dwudziestoparominutowy projekt. W planach mamy, by ten projekt dokończyć i oczywiście gdzieś go pokazać. Zaprezentuję także spektakl, który jest współfinansowany z budżetu miasta w ramach stypendium artystycznego. To jest spektakl pod tytułem „Znam Ciebie za mało”. Proces twórczy był inspirowany włoskim dramaturgiem Alessandro Baricco i wybranymi filmami Doroty Kędzierzawskiej. Jest to moje patrzenie na teatr. Moje myślenie o tym, w jaki sposób można pokazać konkretny świat używając minimalnej liczby słów. Skupiam się przede wszystkim na obrazach, na kreowaniu świata za pomocą ciała. Jest to coś, czego nie pokazuje się często. To na pewno wymagające od widza, aby być tu i teraz, nie tylko rozumieć, ale bardziej być, współodczuwać. Jest to krótka forma i co ciekawe w tym spektaklu występuje jeden z moich mentorów, nauczycieli po dziś dzień, Michał Anioł. Będzie odpowiedzialny za żywe słowo, a tym żywym słowem będą fragmenty wierszy zmarłego niedawno, śp. Ireneusza Szmidta, lokalnego poety. To na pewno wzbogaci ten spektakl. Jadę również do Słupska na festiwal w charakterze jurora, wracam i zabieramy się za coś, co już powinno mieć premierę rok temu czyli za operę dla młodzieży pt. „Salija”, w Filharmonii Gorzowskiej, gdzie jestem odpowiedzialny zarówno za ruch sceniczny oraz występuję jako postać. Mam ogromną nadzieję w grudniu odpocząć.
Karolina Machnicka
fot. Wojciech Roeding